You really, really need to enable JavaScript to view this page.
You know, it's about JavaScript.

And it will make your life much easier, but it's up to you.

Krótka historia mojego ostrego koła

Przedstawiam tutaj historię jednego z moich rowerów. Mianowicie chodzi o rower z ostrym kołem (dalej w skrócie O.K.). Dla niewtajemniczonych O.K. to rower z jednym przełożeniem, gdzie tylna zębatka jest bezpośrednio zamocowana do piasty. W praktyce oznacza to, że pedałować trzeba cały czas. Tak najkrócej można to opisać, wspomnieć jeszcze można, że rower pozbawiony jest wszelkich zbędnych elementów, jak np. hamulce i przerzutki.

Tak naprawdę pomysł zbudowania O.K. świtał mi w głowie już od ładnych paru lat. Kluczowym elementem było zdobycie bazy pod O.K., czyli ramy, na której powstanie cały rower. Miałem już leciwy szosowy rower, ale pewnego pięknego dnia, gdy wracałem z uczelni, przy śmietniku mojego domu ujrzałem zesłany przez UFO lub kogoś innego piękny stary rower, a w zasadzie rower bez kół. Czym prędzej przechwyciłem go zanim przyjdą menele. Na początku był brązowy, pokryty niezliczoną ilością warstw kurzu, sadzy i gdzieniegdzie smaru (pewnie dzięki takiej impregnacji był w dość dobrym stanie). Gdy zacząłem go czyścić okazało się, że jest zielony a gdzieniegdzie pozostały jeszcze żółtawe szczegóły. Dla testów zamontowałem koła z poprzedniej kolarki, a gdy rower okazał się być ok, zdecydowałem się go odbudować.

Odsłona pierwsza: Jednoprzełożeniowiec

Z pomocą przyszedł Mietek, który oddał mi 5 dobitych kół oraz Mariusz, od którego dostałem dodatkowe 2. Z wszystkich tych udało mi się złożyć 2 nadające się do jazdy kółka. Wziąłem stare opony od drugiej kolarki i na początek powstał "Single Speed", czyli maszyna z 1 przełożeniem. Rower ten to wyprodukowana około 1948 roku Eska Sport na kołach 27 cali (no chyba, że załączone klucze z wygrawerowaną nazwą roweru i datą produkcji były oszukane, bo rower jak na tamte czasy wydaje się być dość nowoczesny). Do tego hamulce "U" również firmy Eska oraz skórzane siodło Favorit. Rower powstał z martwych nakładem praktycznie 0zł. Diabeł tkwi w szczegółach, rower po odczyszczeniu i przeglądzie wyglądał tak:


001Zielony:
002Zielony:
003Zielony:
004Zielony:

Odsłona druga: Ostre Koło

Po kilku latach niezbyt częstego użytkowania wspomnianego SS'a, pięknego październikowego dnia, podczas nauki do obrony poczułem nieodpartą chęć zajrzenia na alledrogo, gdzie zupełnie przez przypadek wpisałem hasło: "ostre koło" no i wyskoczyło. Nie wiedzieć czemu do końca aukcji pozostały 3h, więc szybko ustawiłem powiadomienia na GG i budzik. Cena wywoławcza 50zł wydawała się być naprawdę atrakcyjna nawet gdyby wzrosła dwukrotnie, więc postanowiłem: koło musi być moje. Po nerwowej licytacji oczywiście koło było już moje, suma 78zł była naprawdę niska, szczególnie, że poza torową piastą, na którą mierzyłem było to już całe zaplecione kółko, ba, z oponą i dętką! Gdy dodam, że koleś jako bonusy dał dość nowy szosowy hamulec Campagnolo z jakąś klamką, linką i pancerzem oraz wąską giętą kierownicę, można by oszaleć z radości (pozdro dla Kuby). Kółko wylicytowałem w niedzielę wieczorem, a że koło było z Poznania i mój brat akurat następnego dnia miał wracać do domu przez to miasto, kółko było u mnie już w poniedziałek po południu. Wielkie podziękowania dla mojego brata Przemysława. A kółko wyglądało tak:


005Piasta:
006Piasta:
007Piasta:
008Felga:

Na początek, w przerwach od nauki do obrony, koniecznie chciałem zobaczyć, czy kółko będzie pasować do ramy i jak to w ogóle będzie jeździć. Wystarczyło przełożyć podkładki i ośka pasowała już do rozstawu widełek tylnych. Pewne obawy budził szybkozamykacz, jednak dobre wpasowanie ośki w ramę i duże podkładki zapewniły stabilność tylnego koła. Na koniec tylko skrócenie łańcucha o 1 parę ogniw i pierwsza jazda:


009Ostre1:
010Ostre1:
011Ostre1:
012Ostre1:

Po pierwszej jeździe, okazało się, że kierownica i siodło muszą pójść w pierwszym rzucie do wymiany. Wynikało to między innymi z potwornie twardych chwytów na kierownicy i jej kształtu oraz zbyt krótkiej sztycy podsiodłowej, nie wspominając o rozwalonym jarzemku. Chociaż do siodła może kiedyś wrócę, bo wygląda kosmicznie. Z pomocą przyszły stare części, jak np. kierownica z mostkiem dostana wraz z kołami od Mietka oraz stare siodło od Meridy, sztyca też się jakaś znalazła, nawet czarna. Zapomniałem napisać, kto z mojej rodziny jest najbardziej zainteresowany składaniem OK, a w dodatku od początku, gdy błotniki jeszcze były.


013Sidelka:
014Kierownica2:
015Pies:
016Kot:

Czas na zmiany w napędzie

Od początku zamontowana była korba 46-o zębowa, a z tyłu 15z, co daje przełożenie 3,07. Wydaje mi się, że to zbyt twarda konfiguracja jak na początek. Do tego oryginalna korba była mocowana na klin, co w wyniku nawet spokojnej jazdy na OK zaowocowało wykrzywieniem się ramion względem siebie. Z pomocą przyszedł Wojtek, od którego za browara (ba, nie byle jakiego, Lechia Gdańsk, którego znalazłem w osiemnastym sklepie) dostałem paroletnie ramiona korby Alivio, jednakże w idealnym stanie. Dzięki Wojtek! Tym samym budżet mojego OK wzrósł z 78zł do 80,80zł. Od początku wiedziałem, że będą kombinacje z linią łańcucha, bo to korba MTB, ale czego się nie robi dla korby za 2,80 zł. Blat wziąłem z mojej starej korby, która ma już okrągły kwadrat i nie nadaje się do niczego prócz wbijania gwoździ. Blat poszedł w miejsce środkowej tarczy, a w planie pozostały jakieś podkładki, bo łańcuch mimo wszystko był trochę przekoszony. Oczywiście nową korbę najbardziej podziwiała Felicia.


017Lechia:
018Korby:
019Korba:
020KotKorbowy:

Parę dni przed obroną znalazłem na jednym z forów rowerowych (równie przypadkowo jak ostre koło) pedały SPD w całkiem dobrym stanie za rozsądną cenę, a do tego koleś zapodawał jeszcze mało zużyte bloki i nieużywane nakładki na pedały pod normalne buty (które kosztują koło 30zł), a które będę używać w Meridzie na wyprawach, żeby jeździć w sandałach. Pedałki z tym całym kramem poszły za 40zł, tym samym budżet OK wzrósł już razem z transportem do 131,80 zł. Pedały przyszły do mnie dokładnie wtedy, gdy wróciłem po paru piwkach z ponad dobrze zaliczonej obrony. Trochę odpocząłem i pierwsze co, to wziąłem się za rozkręcenie nowo przybyłych pedałów, po zlikwidowaniu luzów na ośce były jak nowe. Piwko zmobilizowało do dalszej pracy i skręciłem do końca korbę, zdemontowałem stare pedały oraz korby, co standardowo nie obyło się bez użycia młotka. Dalej z roweru sam wykręcił się wkład supportu, a w zasadzie jego części, chociaż też już myślałem powoli o jakimś młotku. W ich miejsce poszedł zamknięty support z ośką 110 mm, na to wcześniej przygotowana korba i pedały Shimano PDM-520. Na fotkach między innymi zabawa z pedałami oraz stary i nowy komplecik:


021:
022Pedal:
023Support:
024Zestawy:

Jazda na nowej korbie z 42-u zębowym blatem okazała się świetna. Teraz przełożenie napędu to 2,8. Niby nie wiele bardziej miękko, ale różnica naprawdę odczuwalna. Pojeździłem sobie po sklepach rowerowo-metalowych, pomokłem, później znowu Felcia się zainteresowała maszyną:


025Ostre2:
026Ostre2:
027Ostre2:
028Ostre2:

Kupiłem nowe śruby do korby i jakieś podkładki i nakrętki, w zasadzie za dużo się nie zastanawiałem jak to wszystko później połączyć. Za 4 śruby zapłaciłem razem 4,80zł, bo zaszalałem i kupiłem na sztuki z nierdzewki (na imbusy w dodatku) zamiast płacić pewnie 50gr za wszystko. Natomiast za kilkanaście podkładek i nakrętki w sumie 0,30 zł. Money Spent wzrosło do 136,90 zł. Szaleństwo. Oczywiście, gdy wróciłem do domu uświadomiłem sobie, że zanabyte śruby mają za duże główki a i nakrętki są równie szerokie i wszystko będzie zahaczać o ramę. Bo w ogóle to śruby te potrzebne mi są, do połączenia blatu i korby, w sposób, by przybliżyć blat do ramy. Zacząłem grzebać po szufladach w celu znalezienia nowego rozwiązania nie zahaczającego o ramę i gdy na stole było już całkiem sporo możliwości, wybrałem oczywiście nowo zakupione śruby. Upiłuję je później, żeby tak nie wystawały bezcelowo z zewnętrznej strony. Póki co dałem tam jakieś podkładki a w wyniku ich niedoboru (cholera, mogłem ich kupić za 35gr a nie tylko za 30gr), wsadziłem tam też jakieś nakrętki. Teraz wygląda to zbyt dziwacznie, wielgachnie, masywnie nieprzemyślanie itd. Właśnie, co do nakrętek, to ta z wewnętrznej strony blatu będzie węższa, o ile uda mi się takie kupić (przepiłowywanie ich na pół mi się nie widzi), bo w tej chwili udało mi się wspomniany blat przesunąć w stronę ramy o jakieś całe 2mm, a przydało by się z 5 minimum. W tej chwili nakrętki mijają się z ramą na dystansie mniejszym niż 1mm. A poza tym powstał nowy problem, że ciężko blat ustawić równo w wyniku tego, że śruby są ciut mniejsze niż otwory. Oryginalne nakrętki wchodziły w głąb otworów jednocześnie blokując blat od wewnętrznej strony i centrując całość, ale śrub z takim gwintem, by pasował do tych nakrętek w Gdańsku nie ma. W moich zbiorach też nie. Wynik tego jest taki, że krawędź blatu, gdy ten obraca się, porusza się minimalnie góra/dól, co powoduje, że łańcuch jest w zależności od położenia blatu za słabo naciągnięty lub za mocno. Pomyślę o tym jutro.


029Sruby:
030Sruby:
031Dystans:
032Korba:

Plan polegał na zastosowaniu oryginalnych śrub, gdyż pasują one idealnie do otworów w blacie/korbie i dzięki temu blat byłby wycentrowany. Poza tym jak okropnie wyglądają śruby z tymi wielgachnymi główkami. Żeby zmniejszyć odległość blatu od ramy (żeby łańcuch był prosto), postanowiłem zastosować podkładki, używając ich możliwie dużo, by jeszcze śruba schwyciła nakrętkę, ale żeby też nie było to na styk i gwint się nie wyrwał. Kolejne inwestycje w podkładki odpowiedniej wielkości podniosły budżet o 62 grosze tym samym osiągając 137,52zł. Podkładki zapowiadały się świetnie i wymagały przeszlifowania ich do odpowiedniego kształtu, który pasować będzie do korby i pozwoli jako tako wycentrować blat. Szlifowanie poszło jak po maśle w imadle przy użyciu ręcznego, ale sporych rozmiarów pilnika do metalu. Sam montaż oczywiście nie obył się bez kłopotów, bo blat nie był idealnie równo, ale i tak dużo lepiej niż poprzednio. Rozwiązałem to przykręcając lekko 2 śruby, tak, żeby blat się trzymał, ale możliwy był też jego ruch. Przy pomocy linijki przyłożonej do ramy i zębów blatu zobaczyłem, w którą stronę go przesunąć by był centalnie, a następnie przy użyciu młotka przesunąłem, bo tak naprawdę dość mocno dokręciłem te śruby, bo jak były słabo ciężko było to ustawić. Zapomniałem dodać, że wstawiłem z przodu "nowe" kółko z szybkozamykaczem i w nieco lepszym stanie, nawet opona ma teraz odcień podobny do tej z tyłu. Na focie stare i nowe koło, przeszlifowane podkładki i zmontowana korba z dwóch stron, nieprawdaż, że fajniej?


033Kolo:
034Podkladki:
035Korba:
036Korba:

Rower bez hamulców?

Z hamulcem trzeba było coś zrobić, bo wyglądał, jak ze śmietnika (a jak?). Docelowo rower będzie w ogóle bez hamulca, ale na początek wolę mieć przedni, zanim opanuję do końca tajniki jazdy OK, do tego w Gdańsku pełno miejsc z wyskakującymi znikąd samochodami (jak to łatwo powiedzieć, omijać, nie hamować). Miałem już w świetnym stanie hamulec Campagnolo, który dostałem jako gratisa wraz z kołem i wyglądał, że idealnie będzie pasować do widełek i koła. Problem polegał na tym, że hamulec ów, miał śrubę długości 1cm i w żaden absolutnie sposób nie dało by się go zamocować ani z przodu, ani z tyłu. Była z nim za to dziwnie wyglądająca nakrętka "przedłużka", tuleja z gwintem w środku, ale połamana. Do tego ta nakrętka, nawet gdybym taką kupił, była większa niż otwór w widelcu i nie dało by się tego przykręcić. Pomyślałem, wymienię śrubę na dłuższą i po kłopocie. Pół wieczoru rozpracowywałem budowę tego hamulca i jak duże było moje zaskoczenie, gdy po zdjęciu kilku albo nawet kilkunastu elementów dostałem się do tej śruby i okazało się, że to nie taka prosta śruba. Była ona cała gwintowana, ale gwint na pierwszym centymetrze od strony hamulca był większy, niż na pozostałej. Na szerszej części śruby trzymała się konstrukcja hamulca, a mniejsza służyła do przykręcenia hebla do ramy/wideł. Czym prędzej skręciłem hamulec z powrotem i poszedłem spać, bo takiej śruby to już na pewno w Gdańsku nie ma, a nie widzi mi się jej dorabianie u ślusarza-gwintownika. Hamulec bardzo mi się podobał, więc musiałem wymyślić inny sposób. Przypadkiem w sklepie budowlanym, na półkach z rzeczami meblowymi ujrzałem coś podobnego do połamanej nakrętki jaka była z hamulcem. Po głębszych oględzinach, okazało się, że jest identyczna, tylko dłuższa. Ciężki był wybór pomiędzy srebrną, złotą i brązową, ale ostatecznie kupiłem srebrną, a nawet 4 bo sprzedawali tylko w komplecie. Kolejne 3,16zł do budżetu, czyli przekraczamy kolejną barierę: 140,68zł. Pozostało tylko wywiercić większy otwór w widelcu. Tak się obawiałem czytając googla, czy wiercenie w stali będzie tak proste jak wiercenie w betonie czy drewnie, a do tego w domu miałem same jakieś małe wiertełka nie przekraczające 7mm. Ostatecznie stanęło na tym, żeby kupić dobre wiertła (już pamiętam ich cenę z wspomnianego sklepu budowlanego, szczególnie te tytanowe były fajne). W rezultacie przybył przypadkiem do mego domu wujek posiadający akurat w bagażniku cały swój zestaw majstra i otwór udało się wywiercić bez najmniejszych kłopotów jak w maśle. Natomiast kolejnym zaskoczeniem było montowanie hamulca, gdyż byłem pewny, że będzie pasować, a nawet go już wcześniej przymierzałem. Konstrukcja z "nakrętką przedłużającą" jak i odpowiednia wielkość otworu okazały się być świetnie dograne i pasować co do ułamka mm, ale hamulec był zbyt wysoko względem koła i zamiast hamować o felgę hamowałby o oponę. Z czego to wynikło? Pewnie z tego, że o ile wideł był na koła 27, to rower oryginalnie miał błotniki i pomiędzy kołem a widłem było więcej miejsca, a i oryginalny hamulec był większy. A moje przymiarki nie były dokładne, gdyż śruba miała wspomniany 1cm i przyłożyłem go poziomo, nie uwzględniając dużego pochylenia główki ramy/widelca. Ale w czasie przymiarek jeszcze nie byłem mgr inż. Teraz już takiego błędu nie powtórzę. Szczerze powiedziawszy byłem załamany, bo już się napaliłem na ten hebel i do tego tyle czasu na nic. Fotki ostatecznej z niemożliwym do zamocowania hamulcem nie ma, gdyż byłem zbyt wnerwiony, żeby jeszcze aparat dotykać. Może to przesąd, że OK ma być bez hebla?


037Hamulce:
038Przedluzka:
039Wiercnie:
040Otwor:

W ramach nie myślenia o moim ulubionym hamulcu powoli zacząłem myśleć o kolorze mojego rumaka. To jeszcze daleka droga, ale nie będzie łatwo, jak na razie 4 losowo wybrane kolory, póki co i tak żaden mi się nie podoba, a Tobie?


041Czerwony:
042Niebieski:
043Zielony:
044Pomarancza:

Żeby nie stać w miejscu postanowiłem zrobić coś z kierownicą, która nie dość, że wygląda jak obklejona taśmą izolacyjną, to jest krzywo z powodu walniętego wspornika. Drugi wspornik mam w jeszcze poprzedniej kierze, więc obdrapałem ją z owijki i gumowych rączek, tak naprawdę to ciężko było by to obdrapać więc posłużyłem się nożem, a co tam. Gdy wspornik już zlazł ze starej kiery, okazało się, że jest tak zaciśnięty, że nowa kiera nie wejdzie. Naprodukowałem się rozginając lekko wspornik, ale gdy zacząłem się obawiać, że pęknie, wziąłem młotek, klucz i wbiłem kierownicę we wspornik, niestety od dłuższego czasu było już za późno na obrót kierownicy w jakąś naturalną pozycję, więc jest jak jest, w sumie śmiesznie. Nawet sobie pojeździłem w nocy bez hamulców. Kolejnego dnia zamontowałem jednak stary hamulec z klamką, a żeby nie wyglądał jak ze śmietnika, wyczyściłem go i przeszlifowałem papierem ściernym, głównie klamkę, żeby usunąć mega ilość rdzy. Dałem też nowe klocki, ale to był słaby pomysł, bo o ile stare wyglądały jak by miały 50lat i zaraz miały się rozpaść, to chociaż hamowały, a te były za długie i hamowanie niehalo. Dobrze, że nie walnąłem do kiery chwytów, bo mogłem łatwo przywieźć do domu kwiatki dla mamy.


045Kierownice:
046Kierownica:
047Kwiatki:
048Kapusta:

Z hamulcem nie poddam się. O ile obawiałem się jakichkolwiek modyfikacji widelca jak np poprzednie wiercenie w nim (ciekawe na ile go to osłabiło swoją drogą), tak teraz poszedłem na całość. Improwizacja i desperacja spowodowały nowy plan. Zamocuję hebel na takiej wysokości, jak ma być, jak się nie uda, to znowu wrócę do starego. Pomysł był, by kupić 2 płaskowniki i wywiercić w nich po 2 otwory w odpowiednich odległościach, by przez jeden przechodziła śruba mocująca płaskowniki do widełek, a przez drugi śruba mocująca hamulec do płaskowników, z tym, że śruba 1 przechodziła by przez wideł, a druga była by już pod nim. Skojarzyłem fakty i przypomniałem sobie o starych hamulcach walających się po szufladach ze starymi częściami. Po przymiarkach okazało się, że będą jeszcze lepsze niż wspomniane płaskowniki, bo będzie płynna regulacja położenia śrub. Tylko trzeba odpiłować z nich po 1 z elementów. W ruch poszedł kompletnie tępy brzeszczot, ale na szukanie nowego nie było czasu a i ten dał sobie ze starymi hamulcami świetnie radę. Dla estetyki pilnikiem do metalu wyrównałem jeszcze krawędzie, chociaż nie chciało mi się tego robić tak dokładnie i moje mocowania nie są do końca symetryczne, i te dodatkowe gramy.. Na koniec jeszcze moja ulubiona ostatnio wiertarka by na 1 z końców poszerzyć nieco otwór na "nakrętkę przedłużającą", która jest nieco szersza. W zasadzie hamulec trzymał by się świetnie tylko na 1 płaskowniku i poszukiwania "nakrętki przedłużającej" nie były by kompletnie potrzebne a i większe otwory w widelcu na nic się zdają. No ale żeby konstrukcja była solidniejsza, zamocowałem to jak na 3 zdjęciu (tak naprawdę nawet lepiej). Żeby jeszcze wszystko usztywnić dałem na dolnej śrubie tulejki, wszystko trzyma się jak ta lala. Tak naprawdę, hamulec zamocowany na 1 płaskowniku był już sztywniejszy od starego, a na dwóch i z tą mega tuleją usztywniającą jest po prostu kosmos. Zobaczymy w praniu czy to wytrzyma, jak na razie siła hamowania wydaje się być 2-3 razy lepsza niż w starym heblu. Ktoś dojrzał złote detale na moich widłach? Kiedyś trzeba będzie je porządnie wyczyścić.


049Szczeki:
050Przedluzenie:
051Mocowanie:
052Hamuec:

Jeździć czy malować?

Póki co zamiast majstrować trochę sobie pojeździłem. Machnąłem nawet kilka fotek, myślę, że nie sposób odróżnić, które foty były wczoraj, a które dziś, bo nic w rowerze nie grzebałem. Za to w końcu można było porobić kilkudziesięciometrowe ślizgi, nic nie wciąga tak jak cięcie śniegu cienkimi oponami. Zastanawiam się, czy by nie zostawić wszystkich części chromowanych, sztyca jeszcze do kompletu czeka i rower będzie się pięknie błyszczeć. Trochę szkoda by było to wszystko zamalowywać na czarno jak pierwotny plan. BTW rower się coraz lepiej prezentuje, szczególnie po ciemku haha!


053OK:
054OK:
055OK:
056OK:
057OK:
058OK:
059OK:
060OK:

W końcu tak naprawdę zacząłem myśleć o kolorze, z 18 wybrałem 4, z czego i tak ciemny zielony jest najfajniejszy, teraz pytanie, malować kierownicę i wspornik na czarno czy dać chromowaną sztycę? No i na jaki kolor by tu mufy maznąć..


061ciemny_zielony2:
062granatowy:
063bialy:
064czarny2:

Kolejne propozycje, póki co chyba jednak zielony, ale trzeba zacząć myśleć o detalach. Mufy chyba jednak zostaną w takim kolorze jak reszta, inaczej może to wyjść zbyt kiczowato. Rower nie ma się rzucać w oczy, szczególnie pozostawiony przypięty do rury zamkiem wartym tyle co on sam, ale jednocześnie musi mieć "to coś", co wyróżni go z tłumu. Ciężko będzie to pogodzić.


065zielono-czarny:
066zielono-zolty:
067zielono-pomarancz:
068niebiesko-zolty:

Jako że na kolor się nie mogę zdecydować, to i nie szlifuję, a więc jeżdżę (nawet wybrałem się w końcu na Morenę zobaczyć co maszyna potrafi na podjazdach i zjazdach, było całkiem miło). Chciałem zmienić sztycę na srebrną, bo chwilowo lepiej by pasowała (o ile w tym rowerze w ogóle coś do czegoś pasuje), ale te co miałem na stanie, okazały się mieć niekompatybilne średnice. Wpadł mi do głowy za to pomysł zmiany siodła na jakieś węższe, nie tak kanapowate. Wybór był spory, a padło na najwęższe, może później jakieś bardziej oldsqlowe. Przy okazji w końcu zamontowałem korki do kierownicy, ba, nie byle jakie korki, bo korki z prawdziwego zdarzenia i to z nie byle jakiego regionu.


069Siodla:
070Siodlo:
071Korek:
072Korek:

Długo mnie tu nie było, także po kolei. Korki tak naprawdę dosyć szybko poleciały i to nie w wyniku pogorszenia stosunków polsko-węgierskich, a po prostu za bardzo poszerzały kierę. Rower na przełomie roku załapał się na nową sztycę, gdyż Kuguar dostał sztycę w innym rozmiarze niż miała być, to sobie odkupiłem bo do mnie pasowała jak ulał, budżet wzrósł o 20 zeta do 160,68zł. W międzyczasie dostałem od Krystiana drugą korbę, czarną, ale czeka na lepsze czasy i chwilę wolnego by ją zaadoptować do OK. Później, bodaj w lutym, walnąłem sobie nowy króciutki mostek SR za 24,50 razem z transportem, a do tego prosta kierka za 1zł z odbiorem w trójmieście z alledrogo, zatem 186,18zł. Wartość roweru powoli zbliża się do wartości mojego U-locka. Kierownicę przyciąłem sprytnym urządzonkiem o ładnych kilka cm z każdej strony.

Kierownica za zeta i wspornik za pietnache
073Kierownica: Kierownica za zeta i wspornik za 25
Przycinanie kierownicy
074Kierownica: Przycinanie kierownicy
Dwie opcje pulpitu i kot
075Kierownice: Dwie opcje pulpitu i kot
Rower z nowa kiera, Felicja juz sie czai
076Kot: Rower z nowa kiera, Felicja juz sie czai

Malowanie

W okolicach Wielkanocy okazało się, że Krystian ma w pracy malarnię proszkową i pomaluje mi ramkę. Czym prędzej odkręciłem wszystko i zabezpieczyłem gwinty, do tego też wypiaskowali ramkę, więc nie musiałem się bawić w szlifowanie. Wielkie dzięki Krystian! Chwilę to trwało, ale budżet roweru nie wzrósł, ramka po malowaniu wyglądała przepięknie. "Jaki chcesz kolor?", "A jakiś ciemnozielony", "O akurat niedawno malowaliśmy jakieś balustrady na zielono, może być?".

Rama przed piaskowaniem i malowaniem
077Rama:   Rama przed piaskowaniem i malowaniem
Rama po piaskowaniu i malowaniu proszkowym
078Rama:   Rama po piaskowaniu i malowaniu proszkowym
Detale ramy po malowaniu
079Rama:   Detale ramy po malowaniu
Detale ramy po malowaniu
080Rama:   Detale ramy po malowaniu
Wystarczy polaczyc wszystkie elementy
081Czesci:   Wystarczy polaczyc wszystkie elementy
Nowy zacisk siodla
082Zacisk:   Nowy zacisk siodla
Nakretki sterow po malowaniu
083Stery:   Nakretki sterow po malowaniu
Powoli wylania sie calosc
084Montowanie:   Powoli wylania sie calosc

Skoro wszystko było już rozkręcone to walnąłem sobie sprayem na czarno stery, bo pewnie nie będę ich za szybko wyciągać a czarne będą ładniej wyglądać, nawet w czasie wbijania się strasznie nie obdrapały. A w ogóle, to budżet trochę się poprawił, bo sprzedałem za 30 zeta stare błotniki od Eski a później jeszcze wyszło, że hamulec za 15 ziko, także w końcu coś na plus, czyli 141,18 zł. Teraz tylko wspornik i kierę walnąć na czarno i korbę zmienić. A co dalej.. może nowe kółka i cieńsze oponki? Jak na razie od półtora roku jeżdżę tak:

Po zmontowaniu
085Ostrzak:   Po zmontowaniu
Po zmontowaniu
086Ostrzak:   Po zmontowaniu
Po zmontowaniu
087Ostrzak:   Po zmontowaniu
Po zmontowaniu
088Ostrzak:   Po zmontowaniu

www.000webhost.com